Blog

Zrobię to jutro!

Aga, co robisz, kiedy czujesz, że świat wali ci się na głowę?

Idę na spacer.

I tyle?

Tak.

To moja najszybsza i najskuteczniejsza forma regulacji emocji.

Spacer to jednocześnie coś, co mnie ładuje na cały dzień.

Od kiedy tylko pamiętam uwielbiam spacerować. A potrzeba porannego spaceru tliła mi się w głowie przez rok. I choć w głowie miałam już decyzję i czułam całą sobą, że potrzebuję tego, to jednak tego nie robiłam.

Okrągły rok, każdego poranka zbierałam się z myślą – wstanę, założę dresy, napiję się ciepłej wody, założę adidasy, narzucę kurtkę i wyjdę z mieszkania. Zejdę po schodach i wyjdę przez główne drzwi na zewnątrz. Skręcę w prawo, przejdę kilkadziesiąt metrów by wejść w przepiękną przestrzeń z widokiem na góry.

Głowa wiedziała to od roku. Ale to ciało miało wykonać te ruchy. Hmmm… czy tylko ciało?

Bo jak sobie przypominam te poranki, gdy padał pomysł – dzisiaj wyjdę na spacer, to głowa w sekundę dawała kontrę – ej no po co dzisiaj?

Zrób sobie kawę, otwórz okno. Zimno, wiatr wieje. Może później. A najlepiej zacznij od jutra.

Hmmm, nie wiem co we mnie podejmowało decyzję, ale przez rok wygrywała ta kusząca oferta jutra.

W sumie racja. Po co zaczynać dzisiaj. Zrobię to jutro. Pyk! I minął rok.

Wstałam, głowa jeszcze spała, nie odpaliła przekładania na jutro. Ominęłam negocjacje i wykorzystałam TEN moment. Wyszłam.

Szłam przed siebie. To była zima albo wczesna wiosna. Doświadczyłam wschodu słońca. Pierwszych promieni na twarzy. Pojawił się uśmiech do samej siebie. Lekkość. Głęboki wdech i długi powolny wydech. Weszłam do niewielkiego lasu. Dotknęłam drzew. Zrobiłam kilka prostych ćwiczeń na rozgrzewkę. Poszłam dalej. Wracając podeszłam do potoku, który płynie obok miejsca, w którym mieszkam. Słuchałam szumu wody i patrzyłam, jak płynie. Wtedy również poczułam promienie słońca na twarzy. Słońce było już wyżej, żółte. O wschodzie często jest pomarańczowe, czasami różowe. W każdym razie przepiękne, wyjątkowe, dostępne tylko przez kilkadziesiąt sekund.

Kolejnego dnia zachłyśnięta wrażeniami dnia poprzedniego wyszłam o poranku na spacer. Ciało zapamiętało nagrodę. Słońce na twarzy, kolory, oddech, szum wody, ruch, lekkość. I powtarzałam to kolejnego dnia i kolejnego i kolejnego i powtarzam dzisiaj.

A teraz?

A teraz nie wyobrażam sobie początku dnia bez spaceru. Wolnego albo szybkiego, niekiedy leniwego. Raz dłuższego, raz krótszego. Czasami wychodzę nawet wtedy, gdy mi się nie chce. I robię to automatycznie. Spacer to moja ładowarka na cały dzień. To niesamowita przyjemność powitania dnia, tak jak lubię najbardziej. To niesamowite narzędzie na rozchodzenie kłębiących, czasem przygniatających myśli. Albo po prostu to zwykła przyjemność z bycia, ruchu, obserwacji bez żadnej dodatkowej otoczki.

Kiedy ostatnio zrobiłaś/zrobiłeś coś małego, co dało Ci przyjemność?

Rozwój jest procesem
spotkajmy się w nim