Żeby coś zmienić, trzeba to zmienić. Proste zdanie, prawda?
Przyszło do mnie podczas porannego spaceru, w dość nieprzyjemnej aurze pogodowej. A jednak poszłam dalej na spacer i w głąb tego zdania. I chcę się tym podzielić, to także moja historia.
Możemy myśleć o zmianie, rozważać ją, planować, mówić o niej, pragnąć…
Jednak nic nie zastąpi działania. Dopóki nie zrobimy choć jednego kroku, wszystko pozostaje takie samo.
Można czekać aż samo przyjdzie i coś kiedyś faktycznie przyjdzie, ale czy to będzie to, na co czekasz?
Można też podjąć decyzję i zrobić pierwszy krok. Nadać kierunek. Tworzyć zmianę. Nie wystarczy chcieć zmiany. Trzeba zdecydować się ją wprowadzić.
Czy chcę być niesiona/y zmianą, czy jej kreatorem?
Żeby coś zmienić, trzeba to zmienić – co to otwiera?
Świadomość kierunku – żeby zmienić, muszę wiedzieć, co chcę zmienić. To nazwanie prawdy o tym, co już nie działa, co przestało być żywe.
Odważne działanie mimo niepewności – robić kroki, nawet jeśli nie wiem dokąd mnie zaprowadzą. Zaufanie w proces jest dla mnie najlepszym doradcą.
Wybór pozycji twórcy –wybieram życie z intencją, czy życie z reakcji?
W zmianie pozwalamy się sobie zobaczyć, kim jesteśmy teraz.
To ,,teraz” jest ważne. Bo ta wersja siebie, która była kiedyś, robiła to co umiała najlepiej na tamten moment.
A teraz? A teraz jest już inaczej, bo jesteśmy inni, choćby bogatsi o swoje doświadczenia i mądrości z nich płynące (jeśli tylko je dostrzegliśmy).
Zmiana to decyzja, że teraz jestem gotowa żyć w zgodzie z tym, co dojrzewało we mnie od dawna.