Blog

Poniedziałkowy stres

Nie muszę sprawdzać kalendarza, moje ciało już wie, że jest poniedziałek.
 
Poniedziałek.
Wczesny poranek, tuż po 5. Mój kot zachęca mnie do tego, abym zaczęła się szykować na poranny spacer, a przy okazji żebym dała mu coś do jedzenia. Odczuwam jego subtelność w tych pobudkach i dobre intencje. W każdym razie to, co robi, działa i dla mnie, i dla niego. Ja idę na poranny spacer, on ma co jeść.
 
Nie muszę sprawdzać kalendarza, moje ciało już wie, że jest poniedziałek. To nie taki sam spacer jak w piątek, sobotę czy niedzielę. Zatem biorę ze sobą stres, zamiast zostawiać go w domu z nadzieją, że sam zniknie.
 
Natura powoli budzi się do życia. Wiosenny rozkwit trwa. Coraz więcej liści rozkłada się ze zwiniętej harmonijki. Coraz więcej soczystej zieleni, coraz mniej prześwitu. Zapachy intensywniejsze, śpiew ptaków głośniejszy. Mokra trawa pod stopami.
Oddycham, biorę wdech, potem wydech, dłuższy – to ważne przy takim napięciu. Ciało dostaje sygnał, że może się rozprężyć, że jest spokojnie. Czuję jak klatka piersiowa się unosi i opada. Ruszam rękami i nogami, energiczniej.
 
Ciało zaczyna mówić innym językiem niż ten stres. Napięcie nadal zostaje. Ale jest już mniejsze i w tym momencie pytam siebie, co czuję? Skąd ten stres, to napięcie?
 
Zza krzaków wyłania się słowo MUSZĘ. Stare jak świat. A głęboko zapisane w ciele. W poniedziałek było wiele muszę. Muszę wstać do szkoły. Muszę być na czas. Muszę nie zapomnieć niczego, żeby przez nieuwagę nie dostać jedynki. Muszę być przygotowana i skoncentrowana. Muszę co nieco zapamiętać z tych lekcji, bo potem będzie jeszcze nauka w domu i inne muszę.
Dziś wiem, że uczę się przez doświadczanie, nie przez teorię. Po teorię sięgam z przyjemnością, żeby więcej zrozumieć, pogłębić coś co mnie zainteresowało, poprzez doświadczenie własne, czy drugiej osoby. Wtedy myślałam, że coś jest ze mną nie tak.
 
Minęło ponad dwadzieścia lat od ostatniego dzwonka, a ten stres nadal budzi mnie co każdy poniedziałek.
Wiem, że to już nie jest tylko zwykła myśl, to zapis w moim ciele. Skoro powtarzałam to przez tyle lat, co poniedziałek, to stało się to moją mantrą – musisz. Mój układ nerwowy zapamiętał to i chcąc mi pomóc nadal to robi.
 
To napięcie jest największe przed. Gdy już zaczynam – odpuszcza. Ale ten moment niepokoju potrafi zepsuć wiele, zanim w ogóle do czegokolwiek usiądę.
 
Pierwszym krokiem nie jest zmiana, a zauważenie. Co to za uczucie? Skąd je znam? Kiedy czułam to wcześniej?
 
Mój stres nie należy już do dziś. Należy do tej mnie, która chodziła do szkoły. A tamto się skończyło.
Ja mam wybór i mogę powiedzieć sobie – wybieram to zrobić, chcę to zrobić, ale już nie muszę. Daję temu przestrzeń, ruch, oddech, kontakt z naturą.
 
Teraz to natura mnie uczy, powoli. I do takiej szkoły to ja chcę chodzić, każdego dnia. Która uczy powoli, doświadczając i obserwując. Tak, jak robi to ta pora roku – wiosna. Liście najpierw są pączkami, potem powoli z dnia na dzień rozkładają się. Stają się zwiniętą harmonijką i w swoim tempie rozwijają się.
Chcę polubić poranne poniedziałki.
 
A ty – jak masz z poniedziałkami? Albo może to inny dzień tygodnia twoje ciało zna na pamięć?

Rozwój jest procesem
spotkajmy się w nim